sobota, 17 marca 2012

Jeździec gonił ich miedziany.

     „Aleksandrze, jest tylko jedno takie miejsce, w którym zawsze znajduję pocieszenie. Budzę się tam i zasypiam. Jestem tam spokojna, bezpieczna i kochana. Miejscem tym są Twoje ramiona.”



     "Jeździec miedziany" a po nim "Tatiana i Aleksander" i w końcu "Ogród letni" trzy tomy o miłości niewinnej i niespełnionej, miłości dla której nie ma miejsca, a która w końcu wygrywa. Nie wiem ile razy już płakałam nad losem głównych bohaterów, ile razy śniłam "szura, och szura", ile razy czytałam te tomy wciąż i wciąż od nowa. Gdybym powiedziała, że pięćdziesiąt chyba bym skłamała, zbyt mało.
      Kiedy czytałam ją po raz pierwszy miałam prawie 17 lat jak tytułowa bohaterka, byłam zakochana w mundurowym (choć był on w policji nie w wojsku) i marzyłam o tym by pewnego dnia siedzieć na ławce w białe kwiaty i jeść lody czekając na niego. Tak się nie stało. Różnica wieku, odległość i brak możliwości widywania się, rozgniotły tę miłość, choć i tak zdumiona jestem, że ona była szczera i prawdziwa. On miał 21 i zaczynał studia, a ja miałam prawie 17 lat i byłam niepoprawną romantyczką.
Teraz mam już prawie 23, dalej chodzę z głową w chmurach, i mam jego- mojego Szurę. Człowieka, który jest dla mnie i zawsze stoi za mną murem, który nade mną dominuje wagą i wzrostem, a spojrzeniem potrafię go złamać.
      Każda z Nas pragnie mieć swojego Szurę, każdy z Was tęskni do swojej Tatiany.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz