środa, 29 lutego 2012

Zawsze musi być jakiś początek.

      Nie wiem czy ktoś będzie czytał tego bloga w najbliższej przyszłości, czy ktoś będzie go czytał kiedykolwiek. W jakimś stopniu piszę go sama dla siebie by się mobilizować w chwilach zwątpienia (a takich jest sporo).
Przez całe życie skupiałam się na innych. I nie wynika to do końca tylko i wyłącznie z mojego dobrego serca lecz z tego, że zawsze wstydziłam się siebie i łatwiej jest/ było zajmować się problemami innych. W ostatnich dwóch latach głowę zaprzątniętą miałam głównie moją mamą. Teraz mam czas dla siebie :)
      Marzenia- każdy jakieś ma prawda? Jedni chcą podróżować, inni wygrać w totka, dzieci marzą o zwierzątku, ja marzę o pewności siebie. Nie wiedziałam, z której strony się za to zabrać więc zrobiłam listę rzeczy których u siebie się wstydzę, które mnie blokują w kontaktach międzyludzkich.


A skoro udało mi się stworzyć tę krótką listę zaczęłam szukać sposobów żeby ją zlikwidować. I tak czeka mnie szereg wizyt u dentysty, potem u protetyka następnie u ortodonty. Czyli za jakieś 1,5 do 2 lat będę mieć hollywoodzki uśmiech :) nie wiem jeszcze skąd ja na to wszystko wezmę pieniądze.

Na studia szłam już dwa razy. DWA ! I nie wiem czy ja za głupia jestem, za leniwa czy co ze mną jest nie tak. Najpierw nawet pierwszego semestru nie udało mi się zaliczyć. Za drugim byłam na III semestrze i znowu  mnie skreślili- nie dałam rady z matmą. Tak więc do wakacji daję sobie czas żeby się zastanowić co chcę ze sobą zrobić i jak chcę zarabiać (praca w rossmannie to nie jest szczyt ambicji;] )

A angielski w międzyczasie :) Nie jest co prawda tragiczny, ale chciałabym żeby był biegły.

I tak z moich kompleksów zrobiłam swoje marzenia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz